Idealna szkoła

Idealna szkoła… takie coś przyśniło się pewnej matce. Obudziwszy się, wybuchła gorzkim, żałosnym płaczem. Opowiedziała sen innym rodzicom. Też się popłakali.

Od jakiegoś czasu straszą nagłówki na portalach, nie tylko tych poświęconych edukacji: „Kryzys szkoły”, „Tak się w polskiej szkole zabija talenty”, „Źle się dzieje w polskiej szkole”, czy, bez owijania w bawełnę, „Polska szkoła jest do dupy”. Jeden z nich to nawet tytuł modnej książki duńskiego pedagoga i terapeuty Jaspera Juula. „Kryzys szkoły” – pozycja jest szeroko cytowana na wszelkich konferencjach poświęconych edukacji, wymachuje się tym Jasperem z mównic, nawołuje do nonkonformizmu.

Słusznie, moim zdaniem tego wciąż jest za mało: postawy krytycznej. Nareszcie do głosu zostali dopuszczeni rodzice i dzieci. Rozmawiamy! Są to rozmowy burzliwe, ale w tym metoda. (Teraz trzeba mądrego, żeby wyciągnął wnioski z tych dyskusji).

Problem, jaki się pojawił, to eskalacja atmosfery zagrożenia: jest aż tak źle, że trzeba z tą obecną szkołą raz na zawsze skończyć, że faktycznie ta szkoła jest w totalnym kryzysie, niczego dobrego tam nie ma i krzywdzimy dziecko posyłając je na nudne lekcje do pańs(tfu!)wki. To nieprawda. Szkoły, nawet te publiczne, są bardzo różne, szkoła szkole nierówna. Wszystko zależy od dyrektora i kadry nauczycielskiej, wiele od samego nauczyciela, a i tu można być optymistycznym, bo jak napisał Juul: „Kiedy uczeń ma pięciu czy sześciu różnych nauczycieli i wśród nich trafi się jeden osioł, to nic się nie stanie, ponieważ każdy w końcu musi się nauczyć, jak dawać sobie radę z osłami”.

Na „kryzysie szkoły” w pewnym sensie zyskują szkoły niepubliczne, gdzie serwowane są alternatywne metody nauczania. Warto sobie uświadomić, że alternatywne i najlepsze nie są synonimami. Wiecie, jakie jest dla mnie najważniejsze przesłanie „Kryzysu szkoły”? Nie to, że mamy kryzys, trzeba spalić szkoły i budować na nowo, ale cytując za Juulem: „Wciąż panuje błędne przekonanie, że powinien istnieć tylko jeden rodzaj szkoły. Uważam, że każde społeczeństwo potrzebuje sześciu, czy ośmiu różnych rodzajów. Są, na przykład, dzieci, które w ogóle nie pasują do szkoły demokratycznej. Są też takie, dla których traumą okaże się szkoła Montessori. Dlatego porzućmy marzenie o jednej szkole dobrej dla wszystkich. Tworząc coś nowego, trzeba uważać, żeby nie popaść w tradycyjny schemat myślowy i nie uwierzyć, że wiemy, jak wygląda doskonała szkoła. Bo jeśli okaże się, że jakiś uczeń do niej nie pasuje, to będzie traktowany jak nienormalny”.

Szkoła jest ważnym miejscem, gdzie dzieci nabierają przede wszystkim kompetencji społecznych – to trzeba sobie uświadomić w pierwszym rzędzie (polecam bardzo ciekawy artykuł „Szkoły niegrodzone”). Wiedza w czasach Wikipedii nie jest najważniejsza. Według mnie idealna szkoła to taka, którą tworzą wspólnie: nauczyciele, uczniowie, rodzice, dyrektor. To szkoła budowania relacji, oparta na dialogu i wymianie doświadczeń, niekoniecznie nastawiona na jedną metodę nauczania.

Czy taka istnieje? (Patrz: lead).

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s