Krowo, leć! – kilka słów o (prawdziwej) motywacji

Motywacja jest jednym z istotnych czynników napędzających różne procesy, nie tylko uczenia się. Pamiętam dykteryjkę opowiedzianą przez mego ojca, który w pewnym momencie życia, ku radości zdumionych rodziców i nauczycieli, namiętnie zaczął chodzić do opery. Tato opery nie cierpiał, ale podobała mu się pewna koleżanka, która operę kochała…

Idealnie byłoby, gdyby istniał skuteczny sposób na motywację, który działa na wszystkich. Nagle odchudzanie nie byłoby takim problemem, zmotywowani pracownicy zgłaszaliby się do pracodawców z prośbą o bezpłatne nadgodziny, a uczniowie z wypiekami na twarzy odrabialiby zadania domowe, prosząc o więcej.

Okazuje się, że jest taka jedna metoda działająca na wszystkich – nakręcają się nią portale edukacyjne, parentingowe i przede wszystkim coachingowe: motywacja wewnętrzna. Jedyna, która działa. Wewnętrzna, czyli taka, kiedy nie oczekujemy nagrody, po prostu robimy coś, bo to sprawia nam przyjemność. Robimy to dla siebie. To prawda: kiedy działamy ze względu na wewnętrzne pobudki, możliwa zmiana będzie o wiele trwalsza. Taka motywacja wewnętrzna to prawdziwa oznaka dorosłości. Takiego właśnie zachowania mamy wymagać od naszych uczniów? Jeżę się, kiedy to czytam, bo to jest zupełnie tak, jakbyśmy od krowy żądali, żeby wzbiła się w powietrze.

Badania nad rozwojem ludzkiego mózgu pokazują, że płat odpowiedzialny za motywację wewnętrzną wykształca się dopiero około dwudziestego roku życia. Z tego punktu widzenia oczekiwanie motywacji wewnętrznej od nastolatka czy dziecka jest niedorzeczne. Co nie znaczy, że ona się nie pojawia, bo mamy różne nastolatki, tak jak mamy różnych ludzi.

Na początku września miałam przyjemność prowadzić warsztaty motywacyjne dla gimnazjalistów oraz dzieciaków z klas 4, 5, 6. Celem tych zajęć było odkrycie przed młodymi ludźmi, czym jest motywacja i jak się motywować. Dla mnie ważny był inny cel: przyjrzenie się procesowi motywacji wśród uczniów. Na warsztatach z gimnazjum (klasy 1-3) przeprowadziłam badanie wykorzystując metodę wędrującego stołu, gdzie uczestnicy zapisywali swoje odpowiedzi na sześć pytań (znalazłam je w książce Jerego Brophy’ego“Motywowanie uczniów do nauki”):

  1. Co robisz często, dlatego że to lubisz? Dlaczego? (Co powoduje, że dane czynności sprawiają ci przyjemność? Co one ci przynoszą?) (Na przykład: gram w piłkę, idę na zakupy, gram w gry komputerowe itp.).
  2. Co robisz często, mimo że tego nie lubisz (bo zalicza się to do twoich obowiązków, których uniknąć nie możesz, albo dlatego, że stanowi, według ciebie, konieczny etap na drodze do jakiegoś ważnego celu)? (Odpowiedzi, które się pojawiły: uczę się, odrabiam zadanie domowe, koszę trawę, wychodzę z psem, wynoszę śmieci, opiekuję się bratem).
  3. Jakie przedmioty i jakiego rodzaju praca na lekcji daje ci najwięcej przyjemności i satysfakcji? (Tutaj prym wiodły: metoda projektu; działania, na które uczniowie mieli realny wpływ; dyskusja; praca w grupie. Wskazane przedmioty były różne, tak jak różne mogą być zainteresowania w klasie).
  4. Jak siebie motywowałaś/eś, żeby skutecznie poradzić sobie z zadaniem, gdy czynności związane z uczeniem się nużyły cię lub zniechęcały? (Nagroda w postaci wyjścia do kina, zjedzenia czekolady, spotkania z kolegami; wizja złej oceny).
  5. W jaki sposób twoi nauczyciele i profesorowie wpływali poztywnie lub negatywnie na twoją motywację? (Pozytywnie: kiedy byli otwarci na pytania, przyjacielscy, nie stwarzali bariery, lubili swój przedmiot, byli “pozytywnie zakręceni”, uśmiechnięci, nie obrażali się. Negatywnie: nie mieli poczucia humoru i dystansu do siebie, nie byli zaangażowani w lekcję, krzyczeli, stwarzali poczucie wyższości nad uczniami, traktowali uczniów jak głupków).
  6. Po co się uczysz? (Odpowiedzi, które się powtarzały: nie chcę być głupi; muszę zdać egzamin; chcę pójść na studia; chcę mieć dobrą pracę; żeby rodzice się nie czepiali. Najrzadziej pojawiała się odpowiedź: chcę się czegoś dowiedzieć).

Wspólna analiza odpowiedzi miała nas doprowadzić do wniosków, jakich strategii używać, a których unikać w staraniach o wzbudzenie chęci do działania.

Na drugie pytanie każda z trzech grup badanych udzieliła m.in. odpowiedzi: „uczę się”. Tylko jedna osoba wskazała, że uczy się, bo lubi to robić. Mimo że gimnazjaliści mają świadomość tego, po co zdobywa się wiedzę, to nie wystarcza im to do tego, żeby na siłę wzbudzić w sobie wewnętrzną potrzebę nauki. Do uczenia się motywuje ich: kieszonkowe, czekolada, wizja bliskiego egzaminu, sprawdzianu, ocena, poczucie obowiązkowości. Jednak często jest tak, że mimo nagrody (np. podwyżka kieszonkowego), inne aktywności zdają się być ważniejsze, choćby na przykład interakcja z rówieśnikami (wspólne wyjście, gra w piłkę, przesiadywanie na Facebooku), czy po prostu słuchanie muzyki, gra komputerowa, czytanie. I nie ma w tym nic dziwnego ani alarmującego. Zgodnie ze stanem współczesnej wiedzy neurologicznej u młodego człowieka poczucie motywacji jest fizjologicznie zaburzone.

Wspólnie orzekliśmy, że z natury jesteśmy leniwi, co nie znaczy, że gorsi. Że w motywacji do działania silne znaczenie ma przyjemność (rozmawialiśmy o “flow”, czyli uniesieniu); zadanie sobie pytania “Dlaczego coś robię?”oraz świadomość, że nic nie muszę, ale poniosę konsekwencję swojego wyboru. Im więcej poznaję siebie, tym lepiej wiem, jak się zmotywować. Nie zawsze i nie w każdym przypadku motywacja wewnętrzna okaże się skuteczna, bo są takie działania, których nie lubimy podejmować (nie musimy lubić wszystkiego).

W grupie uczniów klas 4-6 zajęcia wyglądały inaczej (mniej pisania, więcej rozmawiania). Usiadłam na krześle na środku sali (ławki ustawione są w podkowę) i powiedziałam, że jestem zmęczona, nie mam motywacji do przeprowadzenia warsztatów. Zapytałam, jak dzieci zmotywowałyby mnie do tego, żeby jednak te zajęcia się odbyły. Zaraz posypały się propozycje (bo obudziłam poczucie sprawczości, a to, nawet jeśli jest złudne, może motywować): “Zostanie pani zwolniona ze szkoły, bo nie wypełnia pani swoich obowiązków”, “Nie dostanie pani pieniędzy”, “Będziemy głośno”, “Powiemy dyrektorowi”. Nikt nie wpadł na to, że motywacją może być zwykła ciekawość (chcę dowiedzieć się, co dzieci rozumieją pod pojęciem motywacji), czy na przykład to, że rozmowa z nimi po prostu sprawi mi przyjemność.

Klasy 4-6 nie miały listy pytań: taka analiza mogłaby szybko znudzić i zdemotywować dzieci. Zapytałam po prostu, po co się uczą? Kilkoro odpowiedziało, że dlatego, żeby w przyszłości mieć dobrą pracę i dużo zarabiać oraz żeby nie być nieudacznikiem i, cytuję: “nie być śmieciarzem”. Te odpowiedzi brzmiały jak wyuczone formułki wpychane do uczniowskich głów przez ich opiekunów. Większość stwierdziła, że: nie wie; uczy się dla rodziców; żeby mieć dobre stopnie; żeby zdać egzamin szóstoklasisty; bo będzie nagroda na koniec roku; dla kieszonkowego). Nikt nie wskazał na pobudki, które można by było sklasyfikować jako wewnętrzne. Z badania wynikało, że dzieci przychodzą do szkoły przede wszystkim po to, żeby spotkać się z rówieśnikami. Uczenie się było na drugiej i dalszych pozycjach.

Na tych warsztatach wiele się nauczyłam, potwierdziły się też moje wcześniejsze przypuszczenia oparte na dwuletnich obserwacjach. Wzrost motywacji wewnętrznej jest możliwy tylko wtedy, kiedy rozwinie się w nas głębokie poczucie autonomii i odpowiedzialności za to, co i dlaczego robimy. Wymagając takiej świadomości od rozwijającego się dziecka, możemy wprowadzić je w frustrację, przecież ono dopiero odkrywa siebie i świat. Budujmy w dzieciach poczucie własnej wartości oraz rozmawiajmy. Poznawajmy potrzeby swojego dziecka i pamiętajmy, że każde może mieć inne. Nasze potrzeby nie są potrzebami naszych dzieci (to niestety wcale nie jest łatwe do zaakceptowania).

Często czytając różne artykuły o edukacji, natrafiam na truizm: “dzieci są naturalnie ciekawe świata”. Tak, tyle, że mają swoją definicję tego “świata”, która różni się, często diametralnie, od tej naszej, dorosłej. Ciekawość świata nie zawsze się przekłada na zamiłowanie do pisania opowiadań, poznawania nowych słów, czy rozwiązywania zagadek matematycznych.

Dającej do myślenia odpowiedzi na to, jak motywować uczniów, udzieliła Lisa Nalbone, amerykańska edukatorka. Jej odpowiedź brzmi: “Wcale. Możesz jedynie zachęcać i wspierać dzieci, by odkrywały własną, wewnętrzną motywację”. Jakie to piękne, idealne. Co jednak, jeśli ta wewnętrzna potrzeba w dziecku się jeszcze nie wykształciła? Czy jest czymś złym, że Jasiek uczy się matematyki, bo lubi pana Tomka i dla niego skoczyłby w ogień? Dzięki tej sympatii startował w konkursie matematycznym. Może za parę lat zmieni się nauczyciel… Janek też się zmieni i odkryje, że nie lubi matematyki, bo ta z jakiegoś powodu zaczyna go nudzić. Albo pozna Zosię, która zadaje się tylko z takimi, co chodzą do opery…

Artykuł (który sprawił, że się zdenerwowałam), o tym, że dzieci potrzebują „prawdziwej motywacji”, którą na pewno nie jest czekolada, znajdziesz pod tym linkiem: http://www.juniorowo.pl/zabojcy-motywacji-jak-nie-motywowac-dzieci/

Z rzetelnym, krótkim podsumowaniem, czym jest motywacja zewnętrzna i wewnętrzna, oraz kiedy stosować którą, spotkasz się na stronie: http://www.swps.pl/warszawa/warszawa-aktualnosci/strefa-skutecznego-nauczyciela/9665-operon-jak-skutecznie-motywowac-uczniow

O mózgu nastolatków można poczytać tutaj: http://www.newsweek.pl/to-mozg–nie-hormony,57654,1,1.html

Polecam książki:

Jere Brophy „Motywowanie uczniów do nauki”

Michael V. Pantalon „Błyskawiczne wywieranie wpływu”

oraz wykłady o neurodydaktyce doktora Marka Kaczmarzyka (są dostępne w postaci filmików na You Tube), a także jego książkę „Zielony mem” dostępnej w sieci pod adresem: http://www.obradzionkow.robia.pl/pliki/1624.pdf

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Krowo, leć! – kilka słów o (prawdziwej) motywacji

  1. Jeśli Jasiek uczy się matmy, bo uwielbia pana Tomka, to jest właśnie motywacja wewnętrzna. Rozważając zagadnienie motywacji warto odróżnić zachętę od presji – przy czym zachęta to nie czekolada ani kieszonkowe, te bowiem wbrew pozorom należą do gatunku „presja”. A ten obszar mózgu, który odpowiada za motywację wewnętrzną, nawet jeśli wykształca się około dwudziestki, to nie pojawia się z dnia na dzień, lecz w wyniku długiego procesu, sięgającego wielu lat wstecz. Jeśli więc od dzieciństwa wspieramy i rozwijamy motywację wewnętrzną, będzie stopniowo się rozwijała. Jeśli od dzieciństwa stosujemy presję, to w klasach 4-6 dzieci nie będą już pamiętały, że można uczyć się z ciekawości, a ich jedynym pomysłem na motywację będzie groźba lub kara nie dlatego, że nie są zdolne do motywacji wewnętrznej, lecz dlatego, że groźby i kary są stosowane wobec nich.

    Polubienie

    1. Dziękuję za komentarz.
      Kiedy Jasiek uczy się matmy, bo uwielbia pana Tomka, to jest to, moim zdaniem, motywacja zewnętrzna, bo uczy się nie dlatego, że matma go ciekawi i lubi ten przedmiot, ale uczy się dla kogoś, żeby okazać mu w ten sposób swoją sympatię, oczekując, że ta osoba to zauważy.
      Motywacja wewnętrzna zachodzi wtedy, gdy robimy coś dla siebie, nie oczekując za to żadnych zewnętrznych nagród (na przykład w postaci pochwały nauczyciela, wzbudzenia jego sympatii). Zgodnie z definicjami, które można znaleźć m.in. na stronie https://pl.wikipedia.org/wiki/Motywacja_wewn%C4%99trzna lub: http://www.psychowiedza.com/2014/05/motywacja-wewnetrzna.html , http://www.szkolenia.com.pl/index/artykul/301 )
      Kiedy pan Tomek zniknie, Jasiek przestanie uczyć się matmy. Motywacja wewnętrzna dotyczy czynności autotelicznych.

      Zgadzam się, że o motywacji wewnętrznej można dzieciom mówić, ale nie u wszystkich dzieci będzie co wspierać, bo niektóre nie „poczują” tego wewnętrznego sensu, wtedy kiedy my będziemy chcieli, ale wtedy, gdy będą na to same gotowe.
      Jestem przeciwna stosowaniu presji (gróźb też), nad wszystko przedkładam rozmowę z dzieckiem.

      Polubienie

  2. nie przesadzajmy z ta nauką. jak kto Zdolny — to i tak swoje zrobi („niech się głupi uczy, Mądremu wystarczy”).
    Wspomniany okres to jednak przede wszystkim studiowanie osiągnięć współczesnej mu matematyki; było to konieczne, bo mając lat 27 rozporządzał, jak sam mówił, nikłymi wiadomościami matematycznymi.
    Gottfried Wilhelm Leibniz
    http://www.matematyka.net/index.php/historia-matematyki/poczet-matematykow/gottfried-leibniz

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s